TavaniCzytamy etykiety, żebyś nie musiał

Zdrowe życie

Na półce ashwagandha, w koszyku probiotyk

Nazwy suplementów opowiadają o modzie, liczniki sprzedaży o nawyku. Pokazujemy dokładnie to miejsce, w którym te dwie listy przestają się zgadzać.

Wnętrze eleganckiego sklepu z drewnianymi regałami pełnymi kosmetyków
Fot. Ela De Pure · Unsplash · Unsplash License (użycie komercyjne dozwolone)

Na polskiej półce z suplementami słowo „forte” pojawia się w nazwach 453 razy. Słowo „magnez” - 417. Obietnica mocy wyprzedza konkretny składnik, i to nie o włos.

Uczciwie: jeśli doliczyć odmianę „magnezu”, czyli kolejne 206 wystąpień, magnez wraca na prowadzenie. Ale „forte” nie ma odmiany, bo nie ma znaczenia, które dałoby się odmienić.

Przeszliśmy nazwy 9 565 suplementów i policzyliśmy słowa. Wyszedł z tego portret tego, co branża uważa za hasło zdolne sprzedać produkt.

Osiem słów, które trzymają całą półkę

Słowo w nazwie Liczba produktów
witamina 995
forte 453
magnez (plus „magnezu”: 206) 417
omega 329
ashwagandha 312
complex 311
kolagen 282
probiotyk 196

Trzy pozycje z tego zestawienia nie opisują niczego. „Forte” 453 razy, „complex” 311 razy, „plus” 179 razy. Razem 943 nazwy, z których nie wynika ani jeden gram składu. „Complex” wypada przy tym częściej niż „kolagen” i ponad półtora raza częściej niż „probiotyk”.

To pierwsza lista. Teraz druga.

Cztery probiotyki jednej marki

W pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się suplementów cztery pozycje to probiotyki jednej marki. Sanprobi IBS ma 7 945 sprzedanych sztuk w oknie 90 dni, Super Formula 3 080, Stress 2 082, Barrier 1 851.

Resztę czołówki wypełniają rzeczy równie mało egzotyczne: elektrolity (3 411 sztuk, 2,99 zł za opakowanie), preparaty na wątrobę, witamina D3 z K2 (2 105 sztuk, 49,45 zł) i musujące tabletki z magnezem (1 942 sztuki, 11,90 zł). Osiem z dziesięciu bestsellerów kosztuje poniżej 30 zł.

Przeczytaj tę listę jeszcze raz jako spis zawartości cudzej apteczki. Probiotyk, magnez, witamina D, saszetka elektrolitów. Ani jednego „complex”, ani jednego „forte”.

Ashwagandha: 312 nazw, ani jednego miejsca w czołówce

Ashwagandha siedzi w nazwach 312 produktów, czyli częściej niż kolagen. Do dziesiątki sprzedaży w tych danych nie wchodzi.

Da się to czytać na dwa sposoby i oba są ciekawe. Pierwszy: moda trafia na półkę szybciej niż do koszyka, bo wprowadzenie produktu zajmuje kilka miesięcy, a zbudowanie nawyku kilka lat. Drugi, mniej romantyczny: kiedy tyle produktów dzieli między siebie ten sam popyt, żaden nie zbiera dość sztuk, żeby wejść do czołówki. Jedna marka z czterema probiotykami robi dokładnie odwrotnie. Nie dzieli popytu, sumuje go pod jedną nazwą.

Tak czy inaczej: to, że składnik stoi na półce, nie znaczy, że ktoś go kupuje.

Typowy suplement sprzedaje jedną sztukę na cztery dni

Jest jeszcze jedna liczba, po której półka przestaje wyglądać jak rynek, a zaczyna wyglądać jak loteria. Mediana sprzedaży suplementu to 23 sztuki na 90 dni. Górne 10% produktów zabiera 60,6% wszystkich sprzedanych sztuk.

Czyli przeciętna pozycja na tej półce stoi, a obrót robi garstka. Nazwa jest robiona pod to, żeby ktoś wziął produkt do ręki za pierwszym razem. Sprzedaż powstaje z tego, czy wziął go za drugim. Dwa różne zadania, dwa różne zestawy produktów.

Dwa zdjęcia tej samej kategorii

Pierwsze zdjęcie to półka. Złoto na pudełkach, „forte”, „complex”, „plus”, 943 nazwy, z których nie dowiesz się nic o składzie, rząd ashwagandhy na wysokości oczu, słoiki kolagenu obok. Wszystko wygląda jak premiera. Każde opakowanie coś obiecuje i żadne nie mówi czego.

Drugie zdjęcie to czyjaś szafka w łazience, otwarta w czwartek wieczorem. Pudełko probiotyku, musujący magnez, witamina D, saszetka elektrolitów za 2,99 zł. Nic tam nie błyszczy, połowa opakowań jest napoczęta, a dwa stoją tam po prostu dlatego, że ktoś kupił je ponownie. Żadne z nich nie ma w nazwie słowa „forte”.

Tekst informacyjny. W sprawach zdrowia rozmawiaj z lekarzem lub farmaceutą.