TavaniCzytamy etykiety, żebyś nie musiał

Zdrowe życie

Skąd na półce wziął się grzyb nieśmiertelności

Reishi, cordyceps i soplówka jeżowata trafiły do 233 polskich produktów. Wyjaśniamy, czym się od siebie różnią i czego etykieta zwykle nie mówi.

Grzyby nadrzewne rosnące warstwami na ciemnym, próchniejącym pniu
Fot. Timothy Dykes · Unsplash · Unsplash License (użycie komercyjne dozwolone)

Biały pompon zwisający z pnia buka. Tak wygląda soplówka jeżowata, którą na etykietach spotkasz raczej pod angielską nazwą lion’s mane. W kuchni ceniona za to, że po podsmażeniu przypomina w smaku mięso kraba. Na polskiej półce z suplementami jest dziś najczęściej wymienianym grzybem.

Naliczyliśmy 233 produkty, w których nazwa grzyba wchodzi do nazwy produktu. Sześć gatunków, jedna półka, sześć zupełnie różnych historii.

Najrzadsze są te, które da się zjeść

Podział według gatunku z nazwy:

  • soplówka jeżowata (lion’s mane) - 68 produktów
  • reishi - 55
  • cordyceps - 47
  • chaga - 29
  • shiitake - 5
  • maitake - 2

Najciekawszy jest koniec tej listy. Shiitake i maitake to grzyby jadalne, używane normalnie w kuchni, i właśnie ich w kapsułkach prawie nie ma. Maitake Japończycy nazywają „tańczącym”, bo zbieracze podobno tańczyli, znajdując go w lesie. Trudno o lepszą rekomendację, a mimo to dwa produkty.

Na drugim końcu siedzi reishi, po chińsku lingzhi, czyli „grzyb nieśmiertelności”. Twardy, drzewny i gorzki. Nikt go nie smaży, bo nie ma czego gryźć. Tradycja Wschodu, w której obecny jest od ponad dwóch tysięcy lat, każe go parzyć. Grzyb, którego nie da się podać na talerzu, dobrze czuje się w kapsułce, a to po części tłumaczy, dlaczego jest tak wysoko.

Chaga wyłamuje się z egzotyki całej reszty. Rośnie głównie na brzozach w chłodnym klimacie, więc jest też gatunkiem polskim. Jedyny z tej szóstki, którego teoretycznie da się spotkać na niedzielnym spacerze.

Trzy rekordy świata w ciągu tygodnia

Cordyceps ma najlepszą anegdotę i najgorszy wizerunek. Wyrasta z owadów, co popkultura zapamiętała lepiej niż cokolwiek innego na jego temat.

Na półkę trafił jednak inną drogą. W 1993 roku chińskie biegaczki pobiły trzy rekordy świata w ciągu tygodnia, a ich trener wymienił cordyceps wśród elementów przygotowań. Świat sportu zapamiętał tę historię i nie wypuścił jej z rąk. Czterdzieści siedem produktów na polskiej półce to w dużej mierze echo jednego tygodnia sprzed ponad trzydziestu lat.

Badania są, zgody nie ma

Jedno zdanie, które trzeba tu powiedzieć wprost: w Unii Europejskiej żadnemu z tych grzybów nie przysługuje dopuszczone oświadczenie zdrowotne. Wnioski dotyczące roślin i grzybów są „on hold”, czyli w zawieszeniu. Nie zostały ani zatwierdzone, ani odrzucone. Badania nad tymi gatunkami są prowadzone, ale nie przełożyły się na zgodę regulatora.

To nie znaczy, że w kapsułce jest piasek. Znaczy tyle, że na opakowaniu nie znajdziesz obietnicy, a to, co przeczytasz, będzie mówić o tradycji, formie albo składzie. Całą różnicę między dwoma produktami z tym samym grzybem trzeba więc wyczytać z tabelki, nie z hasła na froncie.

Dwie linijki, które mówią więcej niż nazwa gatunku

Pierwsza to współczynnik ekstraktu. Mówi, ile surowca zużyto na kilogram proszku, który trafia do kapsułki. Bez tej liczby nie wiadomo, czy w środku jest zagęszczony wyciąg, czy po prostu zmielony grzyb. Podaje ją 25 produktów z 233, czyli mniej więcej co dziewiąty.

Brzmi słabo, dopóki nie zobaczysz tła. Na całej półce suplementowej współczynnik ekstraktu podaje 87 produktów z 15 429, czyli 0,6%. Grzyby wypadają tu kilkanaście razy lepiej od średniej i nadal wychodzi na to, że w ośmiu przypadkach na dziewięć kupujesz proszek o nieznanym stopniu zagęszczenia.

Druga linijka to owocnik albo grzybnia. Owocnik to ta część, którą widać w lesie: kapelusz, pompon, narośl na brzozie. Grzybnia to sieć nitek, z której owocnik wyrasta. Skład jednego i drugiego nie jest taki sam, i nie jest to detal dla botaników. Tę informację półka podaje jeszcze rzadziej niż współczynnik ekstraktu.

Reishi parzone od dwóch tysięcy lat, grzyb wyrastający z owada i biały pompon z buka to trzy kompletnie różne rzeczy. Po zmieleniu wszystkie wyglądają identycznie: beżowo. Jedyne, co je od siebie odróżnia w sklepie, to dwie linijki w tabelce, których zazwyczaj tam nie ma.

Tekst informacyjny. W sprawach zdrowia rozmawiaj z lekarzem lub farmaceutą.